Bajki, które dorosły 3

Bajka o ślimaku

Pana ślimaka dopadła bieda…
Nadeszła jesień, wyżyć się nie da,
bo musiał zrobić remont swej chaty,
więc wziął pożyczkę i spłaca raty.
Ale jeść przecież trzeba mieć za co,
więc postanowił zająć się pracą.
Może posada znajdzie się jakaś?
Pomknął więc ślimak do „pośredniaka”.
Już po tygodniu dotarł do biura,
z czekoladkami – pełna kultura.
W biurze siedziała jakaś kobita,
skłonił się grzecznie, o etat spytał,
choć minę miała jak po cytrynie,
wręczył jej pudło pełne pralinek.
Biurwa przejrzała segregatory,
(a miała zbiór ich doprawdy spory),
w nich informacje gdzie są wakaty.
Może coś znaleźć nawet flegmatyk,
lecz każdy zawód zaraz odpadał,
więc wciąż bąkała: pan się nie nada.
W końcu krzyknęła: – Jest! Eureka!
Etat na poczcie na pana czeka!
Niech pan się zgłosi tam po niedzieli,
bo potrzebują doręczycieli.
Choć płacą słabo (taryfa taka)
to chcą zatrudnić nawet mięczaka.
Już w poniedziałek od ósmej rano,
„biegał” po mieście z torbą wypchaną
i do wieczora nie ustał w biegu,
zwłaszcza, że miał tam wielu kolegów,
tak jak nasz ślimak – rasy winniczek.
Zdeptali w mieście każdy chodniczek,
więc nie należy dziwić się wcale,
że tam pracują tak opieszale.
Podsumowując sprawę łagodnie,
priorytet „pędzi” aż dwa tygodnie…