Podaj hasło


Nie kryje, że zawsze lubiła rozwiązywać krzyżówki, a z czasem także anagramy, homonimy, szarady. A kiedy zaczęła pisać wiersze, jeden z nich przybrał postać szarady anagramowej i trafił na łamy „Rozrywki”. Było to niewiele ponad dziesięć lat temu, w ciągu których wydała pani Ewa kilka tomików wierszy, a w czasopismach „Rozrywki” wydrukowała paręset szarad i drobnych form wierszowanych. Jest też autorką tekstów piosenek, sztuki teatralnej i współautorką trzech szopek noworocznych. Od roku 2004 w ogólnopolskich i regionalnych konkursach poetyckich otrzymała piętnaście nagród i wyróżnień, zajmując miejsca pierwsze, drugie lub trzecie. Podobnie w comiesięcznych turniejach jednego wiersza, organizowanych pod auspicjami Stowarzyszenia Autorów Polskich.

Wydaje się, że już nie mogłaby wierszy i szarad nie pisać.

W tym tomiku zamieszcza, w wyborze autorskim, szarady anagramowe i ariady drukowane od roku 2007 w czasopismach „Rozrywki”. Z wierszowanych homonimów, kalamburów, anagramów, palindromów i skrótek też można by złożyć spory zbiorek, tutaj – tylko nieliczne.

A wiersze i szarady pisze nastrojowe, refleksyjne, satyryczne.

Więc nastrojowo, „kiedy nokturn przy świecach rozbrzmiewa” – wspomina tamtego „chłopaka z gitarą”, gdyż „tęsknota, żałosna żebraczka, przyszła oto zmęczona na próg, utrudzona po świecie tułaczką, niby kotka się łasi do nóg”. Tęsknota tęsknotą, lecz bez landrynkowej ckliwości: „jak śpiochowi bez snu, tak mi bez ciebie źle” – dodaje kobieta współczesna.

Refleksyjnie – bo cóż może „mała ludzka drobina zagubiona w ogromie wszechświata”.

Satyrycznie – z lubością o relacjach damsko-męskich: „maskę nosi zakochany, póki tego nie zmienią weselne organy”, „jakożywo, chce kobieta, nie wiem po co, mieć faceta”, „zbędne serca wycie i kurs u Okrasy, gdy chłop nie na kotlet, a na wdzięki łasy”. Bywa, że ostrzegawczo: „moje serce to nie pokój hotelowy, gdzie przejazdem można spędzić jedną noc”, „ze mną można kraść konie, zdradzać – niestety, nie można”. Bywa też życiowo: „z PGE lub czort wie skąd, przyszedł jakiś facet, i pierdu! wyłączył prąd”.

A także osobiście, raz minorowo, to znów optymistycznie: „nawet Pegaz (chabeta podła) chce mnie wysadzić złośliwie z siodła”, lecz „ja życiem po prostu się cieszę, gdyż krew w żyłach mych nie jest wodą”. I „na szczęście – pod dostatkiem mam miłości”.

Aż chce się czytać…

Roman Nowoszewski