Bardzo lubię pisać limeryki. Nazbierało się ich trochę, a że ambitna ze mnie autorka, to postanowiłam napisać ich 365. Było to spore wyzwanie, gdyż niełatwo znaleźć temat, ale jakoś się udało. Nowy rok, 2019 przywitałam z nowym tomikiem w dłoni.
Genetyczka spod Torunia, pani Dalia,
wciąż śledziła naukowe aktualia.
Przebadała Europę
ślęcząc nad swym mikroskopem
w końcu rzekła, że odkryła gen Italia.
Raz dżdżownica, co mieszkała pod Porajem
wystawiła głowę, by się cieszyć majem.
Witaj, rzekła do sąsiadki
Ta zaś się uśmiała z wpadki:
– Co ty ślepa? Własnej d.. nie poznajesz?
Lutek, Gutek i Heniutek z Zawichosta,
Do Paryża jadą. Sprawa niby prosta.
Tam się Lutek ma zwać Lui,
Gutek zaś, wiadomo – Gui.
Na to Heniek: – To ja wolę w domu zostać…
Agostino, chemik który mieszkał w Pizie
wczoraj chciał kobietę poddać analizie
i opisać (bez cenzury)
zawiłości jej natury,
lecz poprzestał na macaniu i striptizie.
Zocha, co mieszka w Białymstoku,
co dzień do pracy mknie o zmroku
i choć klienci
jej nie są święci,
to nie żałuje swego kroku.
Kanibale, którzy żyli hen w Afryce,
zwykle chętnie polowali na dziewice,
to są prawdy absolutne;
przez praktyki te okrutne
wyginęły one w całej galaktyce.
Bonifacy, kat z Bud Nowych,
zawsze prężny i gotowy
skazanemu
nie wiem czemu
mówił; spoko, nie trać głowy.