Zegar


„Zegar” to pierwszy tomik wierszy, wydany przez Bibliotekę w Lesznowoli.

Znalazły się w nim wiersze o różnej tematyce, te pierwsze, pisane raczej do szuflady. Dlatego też pewnie ciekawym będzie dla czytelników poznanie początków, tego pierwszego szczebla drabinki, na którym stanęłam dość nieśmiało.

Ewa Jowik



Wybrane wiersze

Październik

Chodzi po parku wąską alejką
ciepły październik pełen charyzmy
Pachnie ogniskiem, późną maciejką,
rozwiewa liści zgrabione pryzmy.
Paletę z pędzlem wyjął z kieszeni,
i wszystkie drzewa , w parku spotkane,
ten trochę smutny malarz jesieni
maluje w brązy, zwłaszcza kasztany.
Między drzewami z szelmowską miną,
rozwiewa nitki babiego lata,
a wśród alejek rozrzucił milion
klombów, co toną w jesiennych kwiatach.
A chryzantemy niczym pompony
zdobią park mgiełką w resztkach zieleni,
kiedy na spacer wyjdziesz zmęczony.
Wprawią cię w zachwyt barwy jesieni.

Port

Jestem żeglarzem. W samotnej łodzi
Pływam po morzu i szukam portu,
lecz jakoś wszystkim niestety szkodzi,
że brak mi szczęścia oraz paszportu.
Dość mam już sztormów i smaku soli,
dość mam bezkresnej morza otchłani,
ciągła samotność niezmiernie boli.
Marzę o jakiejś cichej przystani.
Pływam bez celu po oceanach,
włosy rozwiewa mi bryza słona,
sercem – wygnana, życiem – przegrana,
marzę o porcie i twych ramionach.
Lecz jak w zabawie z mych lat dziecinnych,
wszystkie komórki inni zajęli.
Nie mogę winić tych sprytnych „innych”.
Gdy się gapiłam – najlepsze wzięli.
Choć ciągle szukam i ciągle błądzę,
chociaż ta podróż jest taka trudna,
Może się znajdzie dla mnie, tak sadzę,
z jakimś Piętaszkiem wyspa bezludna…

Tkanina

Tkały moje życie trzy mityczne Parki,
od chwili poczęcia do późnej starości,
lecz zamiast arrasów, wyszły im koszmarki,
których wstyd pokazać szerszej publiczności.
Gdzieś na wyprzedaży zakupiły przędzę,
którą wiedźma przędła w starym kołowrotku.
Pomiędzy brokaty wplotły z nitką nędzę,
a na pocieszenie tęczy garść na środku.
Dały mi tkaninę bez szansy wyboru
w niedzielę kwietniową zaraz po kolacji,
dorzuciły jeszcze proszek do kolorów,
mówiąc, że nie przyjmą żadnych reklamacji.
Weźcie życie sprane, albo choć przed metą
zwróćcie mi pieniądze bez sensu wydane,
Weźcie ten cieniutki wypłowiały kreton,
oddajcie uczucia źle ulokowane.
Kochałam chłopaka ćwierć wieku z okładem,
szłam za nim choć ścieżka czasem była kręta.
Teraz się pocieszam dawnych uczuć śladem,
Choć jego imienia czasem nie pamiętam.
Lecz pomimo tego jeszcze nie mam dosyć
lat, które mi dają jakąś chwilę twórczą,
Chcę więc o łat kilka na tkaninie prosić,
o trochę radości i pamięć wybiórczą
Posłuchajcie proszę Lechesis i Kloto
Wyrzućcie Atropos ostrych nożyc parę,
Bo wiem, że je chowa gdzieś w szufladzie po to,
Byście mi nie tkały losu ponad miarę.