Słodko/wytrawnie

Anioł

Szedł rankiem anioł Długą ulicą.
Długo szedł, bo to ulica długa.
Trochę zgarbiony, pobladłe lico,
pióro ze skrzydła ktoś mu wyskubał.
Ktoś wpadł na niego, nadepnął mocno,
bo się w komórki gapił ekranik,
ktoś, kto się spieszył, szturchnął go, popchnął,
a epitetem rzucił pijany.
Deszcz zaczął siąpić tego dnia rano,
naciągnął kaptur, bo chłodno było
i diabli wiedzą, dokąd szedł anioł
ulicą Długą, bardzo niemiłą.
Aż w końcu doszedł z wolna do kiosku.
Pewnie zawiodła go tam potrzeba.
Rzekł po anielsku, czy może bosku:
– Poproszę jeden bilet do nieba.