Po balu
Już mi egzystencja zbrzydła…
Zalatuje woń kadzidła
a katafalk sprawia, że znów poziom trzymam.
Ktoś łzę głośno chlipiąc roni,
ktoś kwiat zwiędły trzyma w dłoni,
wzdycha: – Była satyryczka i jej ni ma.
Jednym smutek supła gardła,
ktoś się pyta: – Na co zmarła?
Ze starości, czy ze śmiechu,? Może z żalu?
Jeszcze jakieś dzwony słyszę,
ale wnet grobową ciszę
będę miała, ciesząc się, że już po balu.
Z robakami się postaram
zaprzyjaźnić, gdy ich chmara
przyjdzie licząc na wyżerkę dość obfitą.
Ciało zeżrą, zaś ma dusza
diabli wiedzą dokąd rusza.
Oby ku tym znacznie lepszym jakimś bytom.