Czterogłos

Wieczór

Za oknami cień się skrada,
cichuteńko, niczym kotka,
za nim smutki idą w stadach,
wiejską drogą, po opłotkach.

Starą wierzbę męczy chrypka,
wiatr o rynnę płaszczem dzwoni,
świerszcz wtóruje mu na skrzypkach,
struna pękła, ale to nic…

Mgła się otuliła szalem
poszarzała i drży z chłodu,
listopad odchodzi z żalem
pośród liści korowodu.

Smętek przemarzł aż do szpiku,
więc się tuli do jabłoni.
Już się srebrzy gwiazd bez liku,
księżyc sierp zaciska w dłoni.

Łąka cała oszroniała,
liść ostatni opadł z buka.
Jesień torby spakowała,
bo już zima do drzwi stuka.

29.11.2017